Wstyd a perfekcjonizm
Kroki uwolniły mnie od wstydu i perfekcjonizmu – śmiertelnej kombinacji, która blokowała moją zdolność do otwartości.
Kroki uwolniły mnie od wstydu i perfekcjonizmu – śmiertelnej kombinacji, która blokowała moją zdolność do otwartości.
Zidentyfikowanie problemu i wyjście poza ego pozwala mu żyć w zaufaniu i według woli Boga. Chciałbym zdefiniować pojęcia stanowiące temat tego numeru, ponieważ uważam, że kiedy trafnie określimy problem, dochodzimy do rozwiązania.
Zaakceptowała plan swojej Siły Wyższej. Musiałam nauczyć się kochać siebie, nie tak jak osoba próżna, ale jako cenne dziecko Boga. Musiałam nauczyć się cieszyć własnym towarzystwem i pamiętać, że jestem takim cennym dzieckiem Boga. Nie idealnym, lecz dziełem w toku, które oja Siła Wyższa kształtuje według swojej woli. To nie ja kieruję swoim życiem. Moją Wyższą Siłą jest Bóg. Muszę zaakceptować, że On wie, co jest dla mnie najlepsze. Akceptuję, że Jego plan dla mnie to życie w singielstwie. Bycie singlem nie jest porażką. Jestem wdzięczna za lekcje, jakie Siła Wyższa daje mi o miłości i akceptacji siebie jako cennego dziecka Boga. Bóg jest dla seksoholików, w tym dla mnie. Zajęło mi dużo czasu, by w to uwierzyć. Czasem zapominam, ale moja Siła Wyższa przypomina mi o tym poprzez modlitwę, słowa innego seksoholika lub literaturę SA.
Naprawiając przeszłość i pracując w Programie odkrył wolność bycia singlem. W uzależnieniu od żądzy, uczyniłem romantyczne związki mnie złotym cielcem. Myślałem, że atrakcyjna, emocjonalnie kompatybilna ze mną dziewczyna wypełni mnie i dopełni. Posiadanie dziewczyny stało się uporczywą fantazją, ale za każdym razem, gdy jakaś kobieta zgadzała się na randkę, uciekałem od związku, jak tylko ten się zaczynał. Byłem zbyt emocjonalnie niedojrzały, by dzielić się sercem w sposób choć trochę bezinteresowny i zdrowy. Bałem się, że kobieta odkryje, kim naprawdę jestem. Aby chronić się przed odrzuceniem, niczym spadochroniarz skaczący ze spadającego samolotu, uciekałem ze związku, gdy tylko się zaczynał, uciekając w swoje uzależnienie, myśląc, że tam nigdy nie zostanę zraniony.
Boża miłość i wola w jej życiu to wszystko, czego potrzebuje, a wszystko inne jest dodatkiem. Dorastałam z pragnieniem, aby zostać babcią; po prostu uwielbiałam myśl o rodzinie i dzieciach. Chciałam nazwać moją córkę imieniem dziewczynki, która siedziała w ostatniej ławce w mojej klasie. Byłam w pierwszej klasie i patrzyłam na moją sympatię, myśląc: „Gdybyśmy mieli córkę, nazwałabym ją imieniem mojej koleżanki z ławki, jest najlepsza w klasie.” Urocze, prawda? Uśmiecham się, bo miałam wtedy zaledwie pięć lat.
Odkrył, że bycie singlem pozwala mu poświęcić całe życie Bogu. Nie trafiłem do tego programu z inicjatywy współmałżonki. Sam przyszedłem tu z własnej woli. Nie muszę obawiać się, że ktoś mnie odkryje czy zdemaskuje, bo tutaj mam możliwość bezpiecznego odkrywania i ujawniania samego siebie – w więzi z innymi, zjednoczonymi we wspólnocie na całym świecie. Może nigdy nie się nie ożenię. Możliwe, że będę prowadzić swego rodzaju nowe życie zakonne – w praktyce duchowej i więzi z innymi pod Bogiem, na całej planecie – i jest mi z tym dobrze. Wciąż jest we mnie dużo bólu, ale ból w pełni przeżyty staje się mądrością.
Czas samotności i trzeźwości pozwolił jej usłyszeć wolę Siły Wyższej. Jestem trzeźwa już od kilku lat i zrobiłam swoje pierwsze kroki ku zdrowieniu. Mówiąc „zdrowienie”, nie mam na myśli jedynie pracy nad Krokami – dosłownie „odzyskuję siebie”. Chodzi mi o uzdrowienie i odnowę.
Zerwałem z moją ostatnią dziewczyną po dwuletnim związku, kiedy przyszedłem do Programu. Powodem było moje wstrząsające dla mnie przyznanie się do prawdy o sobie – że wykorzystywałem ją, próbując znaleźć poczucie własnej wartości jej kosztem, by zaspokoić żądzę i nie czuć się samotnym. Ta świadomość była bolesna, ale szczera, a zatem lecznicza.
Prawdziwe poddanie to nie tylko proszenie o pomoc – to ofiarowanie siebie Bożym planom. W Programie trenujemy mięsień proszenia Boga o pomoc. „Pomóż mi wytrzeźwieć! Pomóż mi odwrócić się od żądzy! Pomóż mi się poddać! Pomóż mi! Pomóż mi! Pomóż mi!” Wzmacniając ten mięsień, co czasem wymaga całkowitego poddania się, zmieniam także podejście na łagodniejsze.
Odwaga to nie walka z żądzą, lecz oddanie jej Bogu. Mam na imię Steve i jestem zdrowiejącym seksoholikiem. Dzięki łasce Boga, sponsorom i Programowi jestem trzeźwy od 20 sierpnia 2013 roku. Od ponad 11 lat nie uprawiałem seksu ani z samym sobą, ani z nikim poza moją żoną. Doświadczyłem też w pewnym stopniu postępującego zwycięstwa nad żądzą.